RADOSNY ŚWIAT MIRECZKI
» Edward Guziakiewicz, RADOSNY ŚWIAT MIRECZKI
Na tę książeczkę składa się dwanaście tekstów, po jednym na każdy miesiąc roku. Bohaterem wszystkich opowiadań jest kilkuletnia dziewczynka, sympatyczna Mireczka, pojmująca świat z właściwą dziecku filozofią życia. Kilka z tych opowiadań zamieścił przed laty na swych łamach pallotyński «Mały Apostoł». Tu możesz zapoznać się z niektórymi z nich.
Ta książeczka jest adresowana do czytelników w wieku przedszkolnym i starszych.
Edward Guziakiewicz
W DRODZE DO NIEBA
listopadG
rube na dwa palce świece nie chciały się palić, migotały na wietrze, syczały i gasły. Tatko ustawiał je na marmurowej płycie grobowca i osłaniał od wiatru czerwonymi lampionami z krzyżykami, zmuszając do posłuszeństwa. Zniczom o grubych knotach nie przeszkadzały podmuchy wichru. Płonęły jasnym płomieniem.
Tego dnia było tłumnie na cmentarzu. Skończyło się nabożeństwo żałobne. Przy kamiennych grobowcach i ozdobionych krzyżami prostych grobach gromadzili się przybyli. Pochłonięta swoimi myślami mama stała ze złożonymi rękami. Jej wargi się poruszały. Szeptała modlitwę za zmarłych. Doniczkę z chryzantemami ustawiła tuż przy porcelanowej fotografii dziadziusia, a pachnący lasem jodłowy wieniec położyła na środku płyty. Mirce udzielił się nastrój zadumy i zamglonego złotawego smutku. Miała na sobie nową ciemnopopielatą kurtkę z kapiszonem, do niej zaś — granatowy wełniany szalik, granatową czapkę i rękawiczki. Przysunęła się do mamy i cichutko zapytała:
— Czy mogę pomodlić się do Anioła Stróża?
Matka uśmiechnęła się i spojrzała na ojca.
— Oczywiście, że możesz.
Dziewczynka się przeżegnała. Chciała przyklęknąć, ale nie było gdzie, więc zaczęła przestępować z nogi na nogę. Złożyła ręce, tak jak mama. Zaczęła powtarzać słowa dziecięcej modlitwy.
Wreszcie rzekła, gdy skończyła:
— Już!
Tatko uporał się ze świecami i zniczami. Zrzucił kilka ostatnich pożółkłych liści z płyty grobowca. Potem zerknął na córkę.
— Pomodliłaś się? — zapytał.
Córeczka przytaknęła. Chciała, by ją wziął na ręce.
— Odmówiłam modlitwę do Anioła Stróża — wyjaśniła.
Skinął głową. Przysiadł na wąskiej kamiennej ławeczce przy grobowcu i rzekł:
— Niosłem cię, kiedy szliśmy na cmentarz. Usiądź mi na kolanach.
Przytuleni do siebie bez ruchu siedzieli, wpatrując się w migocące światła świec. Tych były tysiące na cmentarzu. Zapadał już zmrok, a korony brzóz biły poświatą. Nie czuli chłodu, bo byli ciepło odziani. Matka na chwilę odeszła, bo chciała chwilę podumać przy mieszczącym się nieopodal grobie dalekiej krewnej. Czekali na jej powrót.
— No to teraz jeszcze wspólnie pomódlmy się za dziadziusia — zaproponował. — Odmówmy „Ojcze nasz”!..
Mireczka nie miała jednak ochoty modlić się za zmarłego. Zsunęła się z kolan ojca. Nie rozumiała, po co miałaby to czynić.
— Za niego już nie trzeba się modlić — rzekła z przekonaniem. — Jest przecież w niebie.
Ojciec zmarszczył brwi. Chcąc nie chcąc, musiał to córce dokładniej objaśnić.
— Nie od razu człowiek spotyka Boga „twarzą w twarz”. Po śmierci zazwyczaj trafia do czyśćca i stamtąd wypatruje nieba — tak jak umiał przybliżał prawdy wiary. — Musi odpokutować za swoje grzechy, my zaś modlimy się w tym czasie, aby go wesprzeć. Wzdychamy w jego intencji do Pana wszechrzeczy. Chcemy, żeby rychło znalazł się w Królestwie niebieskim.
Chyba trafiło jej to do przekonania. Pojęła, dlaczego powinna pamiętać o zmarłym dziadziusiu.
— W takim razie będę się za niego modlić — gramoliła się znowu tacie na kolana. — Jeżeli zacznę o to prosić Pana Boga, to on wcześniej znajdzie się w niebie? — upewniała się po dziecięcemu.
Tatko skinął głową z przekonaniem.
— Bez wątpienia — stwierdził. — Modlitwy małych dzieci bardzo pomagają tym, co odeszli...
Jej twarzyczka się rozpromieniła. Czyż to nie było miłe, iż może uczynić coś dla kochanego dziadka? Uśmiechnęła się do oblicza, widniejącego na fotografii z porcelany.
— Dziadziusiu — zawołała. — Będę za ciebie codziennie się modlić — solennie mu przyobiecała. — Jak mamusia i tatuś!
Można było odnieść wrażenie, że zmarły z zaświatów uśmiecha się do wnuczki.