RADOSNY ŚWIAT MIRECZKI
» Edward Guziakiewicz, RADOSNY ŚWIAT MIRECZKI
Na tę książeczkę składa się dwanaście tekstów, po jednym na każdy miesiąc roku. Bohaterem wszystkich opowiadań jest kilkuletnia dziewczynka, sympatyczna Mireczka, pojmująca świat z właściwą dziecku filozofią życia. Kilka z tych opowiadań zamieścił przed laty na swych łamach pallotyński «Mały Apostoł». Tu możesz zapoznać się z niektórymi z nich.
Ta książeczka jest adresowana do czytelników w wieku przedszkolnym i starszych.
Edward Guziakiewicz
UŚMIECH WIOSNY
marzecS
iedziała na rozłożonym na środku pokoju puszystym dywanie i zajmowała się swymi małymi przyjaciółkami, z przejęciem z nimi gawędząc. Wcieliła się w rolę zatroskanej mamusi, która musi dbać o swoje pociechy. W wyjętym z dna szafy wiklinowym koszyku mieścił się spory zapas strojów na różne okazje. Uszyte z delikatnych materiałów balowe suknie — barwne, z licznymi falbankami i koronkami — najbardziej jej się podobały. Do nich były zgrabne kapelusiki. Jedną z jej plastikowych lal trudno było uznać za dziewczynkę. Michałek zawsze nosił spodnie i Mira zastanawiała się teraz, które mu włożyć. Miała dla niego kilka par, długich i krótkich. Dobrze prezentował się w kwiecistych bermudach. Sadzała go zwykle między pluszowymi miśkami.
— Nie mogę się omylić — z powagą wydukała. — Chłopiec w spódnicy byłby śmieszny. No i jak czułby się w damskim towarzystwie? Ze sznurem korali na szyi i z torebką na ramieniu?
Jej małe przyjaciółki chętnie się godziły na te poruszające przedpołudniowe zajęcia. Przepadały za przymiarkami i oglądaniem nowych kreacji. Tym bardziej, że była iście marcowa plucha. Za oknem padał deszcz ze śniegiem. Jak tu w taką pogodę wybrać się na przechadzkę?
Jej matka zajęła się właśnie drobnymi przeróbkami krawieckimi. Ulokowała się w wygodnym fotelu z letnią kurteczką córki, chcąc wszyć gumki do rękawów.
— Mamusiu, a kiedy nadejdzie wiosna? — zapytała Mireczka, nie godząca się z chłodami i niepogodą.
Matka spojrzała na wiszący na ścianie kalendarz. Na marcowej stronie zachęcająco kwitły przebiśniegi.
— Już niedługo, córeczko — rzekła. — Za niecałe dwa tygodnie.
Dziewczynka miała jednakże wątpliwości. Widok za oknem wcale nie zapowiadał rychłego ocieplenia.
— A czy na pewno nadejdzie? — głośno się zastanawiała, zakładając Michałkowi białe skarpetki i lekkie pantofelki. W tych bucikach chłopczyk nie mógłby wyjść na taką chlapę. Przemoczyłby sobie nóżki.
Matka nawlekała nitkę.
— O to nie musisz się martwić — przesądziła, gdy przeciągnęła ją przez ledwo widoczne ucho igielne. — Pory roku same się zmieniają.
Lale nadstawiały uszu. Też chętnie wybrałyby się na spacer.
— A co się stanie z zimą? — zamartwiała się dziewczynka. — Czy to prawda, że odejdzie do morza?
— Tak się zwykle mówi — po chwili namysłu zgodziła się matka. — Śniegi topnieją, woda spływa do rzek, a rzekami do Bałtyku.
Mira wiedziała, że mama zna się na wszystkim. Pytała ją o to, czego nie rozumiała. I właśnie coś jej się przypomniało.
— A tato powiedział… — rzekła, przeciągając zgłoski — że zimę się topi...
Mama skinęła głową. Zgadzała się z mężem.
— Topi się kukłę zimy. To taki pradawny obrzęd. Robi się ją ze słomy, podpala i rzuca na wodę.
Córce wystarczyło to wyjaśnienie. Lalom też.
— Słyszałyście? — szepnęła do nich. — Wiosną będzie pięknie.
Michałek ostatecznie włożył nie bermudy, ale krótkie spodenki z szelkami. Do nich dostał koszulę w wąskie zielone paski, zapinaną z przodu na drobne guziczki. Stał teraz dumny i zadzierał nosa.
Matka przerwała swoją pracę. Skończyła wszywać gumkę do rękawa.
— Chodź, przymierzysz. Zobaczę, czy nie za ciasne.
Potem wyjrzała przez firankę.
— Będzie pięknie — nawiązała do słów córki. — Przylecą ptaki z ciepłych krajów, na gałązkach pojawiają się zawiązki liści, zazielenią się trawy, dni staną się dłuższe...
— A złote słońce zacznie się wreszcie uśmiechać — całkiem rozsądnie dokończyła za nią Mira, przypominająca sobie, co mówiła do niej babcia.