OKRUSZKI
» Edward Guziakiewicz, OKRUSZKI
Ten niewielki tomik zawiera kilkanaście rytmicznych rymowanek dla dzieci. Recytuje się je z łatwością, ponadto nadają się do śpiewu. Dwa wiersze z tego tomiku zamieścił «Przewodnik Katolicki» w numerach 37 i 47 z 2000 r. Jeden z wierszy znalazł się w miesięczniku «Nowe Życie». Kilka innych — w znanym wydaniu książkowym «Promyki dobroci i radości. Antologia poezji religijnej dla dzieci» [Nowy Sącz 2005]. Sześć wierszy zaprezentował na swoich łamach miesięcznik «Nasz Dom Rzeszów» [październik 2008]. Trafiają one ponadto do różnych pism parafialnych.
Książeczka jest adresowana do czytelników w wieku przedszkolnym i starszych.
O nowej książeczce dla dzieci...
z Edwardem Guziakiewiczem, autorem z Mielca, rozmawia Mieczysław Przebieglec
— Ukazały się drukiem Twoje «Okruszki», zawierające wiersze dla dzieci przedszkolnych i młodszych szkolnych. Jest to już Twoja piąta wydana pozycja książkowa, druga wszakże powstała z myślą o najmłodszych. Wcześniej bowiem dałeś do ręki młodym czytelnikom kolorowe «Fruwające zwierciadło»!
— «Fruwające zwierciadło» powstawało kilka lat. Złożyły się na tę niewielką książeczkę trzy opowiadania dla dzieci, przy czym pierwsze z nich, tytułowe, ukazało się po raz pierwszy — na łamach «Małego Gościa Niedzielnego» (Katowice) — gdzieś na początku lat dziewięćdziesiątych. Po raz drugi nieco rozbudowaną wersję tego tekstu wydrukował pallotyński «Mały Apostoł» (Warszawa). W pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych zamieściłem ponadto dwa następne opowiadania z tego krótkiego cyklu — jeszcze jedno na łamach wspomnianego «Małego Apostoła» i drugie — na łamach «Posłańca Serca Jezusowego» (Kraków). W przeciwieństwie jednak do tamtych historyjek, rozrzuconych w czasie, «Okruszki» powstały bardzo szybko. Napisałem je bowiem dosłownie w ciągu dwóch upalnych wakacyjnych tygodni...
— O ile wiem, czujesz się raczej prozaikiem niż poetą, zaś przede wszystkim interesują Cię większe formy literackie, nowele i powieści. Co Cię więc skłoniło do zajęcia się rytmicznymi «rymowankami» dla maluchów?
— Wywarła na mnie pewien wpływ Jadwiga Andrychowska, obecnie zamieszkała w Krakowie, również autorka kilku książek — wtedy jeszcze przebywająca w Mielcu i pracująca w charakterze nauczyciela muzyki z dziećmi specjalnej troski w Zespole Szkół Specjalnych im. Janusza Korczaka. Myślę, że to ona głównie przekonała mnie do tego frapującego projektu. Wiersze, które wówczas napisałem, miały pierwotnie być tekstami piosenek. Młody muzyk, który początkowo oferował współpracę, wycofał się jednak, muzyka więc nie powstała, a wiersze — pozostały. Zaczęły żyć własnym życiem, jeden z nich ukazał się w dodatku dziecięcym wrocławskiego «Nowego Życia», a kilka innych — na łamach mieleckiego «Wizjera Regionalnego». Innym czynnikiem, który sprawił, że zmierzyłem się z ta formą, w której niekwestionowanie wiodą prym Julian Tuwim czy Jan Brzechwa, były warsztaty poetyckie, prowadzone przeze mnie w Stowarzyszeniu Twórców Kultury «Sęk» w Mielcu. Ci, którzy w nich uczestniczyli, widocznie zarazili mnie na jakiś czas swą pasją. Była chyba jeszcze inna przyczyna. Chodzi o filmową wersję «Akademii Pana Kleksa». Oglądałem ten składający się z kilku części film wiele razy. Któż z nas zresztą go nie lubi? I nie pamięta wspaniałej lekcji z kleksografii, podczas której niekształtne plamy zamieniają się w zwierzęta. «Dzik jest dziki, dzik jest zły, dzik ma bardzo ostre kły...» Ten tekst chyba znają wszystkie dzieci!
— Podobny w konstrukcji jest chyba ostatni z zamieszczonych w twoim tomiku wierszy. «Żółwie kroczą żółwim tempem, drogi panie, skąd zadyszka?»
— Powinien być niezaprzeczalnie moim wierszem programowym. Od dawna wyznaję bowiem filozofię, zgodnie z którą pośpiech jest najgorszym wrogiem człowieka. Może to zabrzmi jak herezja, ale uważam, że twórcą może być tylko człowiek z natury leniwy, powolny i żółwi, trochę wygodnicki, ktoś, kto się nie spieszy i nie ulega nastrojowi zabiegania i histerii, cechującej nasze życie społeczne. My, Polacy, wprost uwielbiamy gdzieś się spieszyć, pędzić za czymś bez tchu, z zadyszką, na złamanie karku, a pośpiech wynosimy — niestety — do rangi fundamentalnej normy moralnej. Mylnie wyobrażamy sobie, że dzięki pośpiechowi więcej w życiu osiągamy. A to nas niszczy i zabija! Tymczasem ja sam zawsze lubiłem słuchać piosenki Maryli Rodowicz o wczasach pod gruszą. A propos wspomnianych przez Ciebie żółwi! Wiersz kończy się — mimo wszystko — bardzo dynamicznie. «Ale w wodzie są jak strzała, płyną z falą, rwą pod falę...» Kiedy już zasiadam przy komputerze i zaczynam tworzyć, pracuję zwykle dość intensywnie, pospiesznie i z życiem. Potem wszakże muszę mieć znowu sporo wolnego czasu na odnowę wewnętrzną, akumulację i regenerację...
— W Twoim tomiku jest także kilka wierszy, dotykających sfery wiary religijnej małego dziecka!
— Do tej grupy zaliczyłbym — choć to może zaskakiwać — wiersz, poświęcony klockom Cobi. Dziewczynka, które otrzymuje od taty te kolorowe klocki, razem z bratem buduje z nich kościół, a następnie przyprowadza do świątyni swe lale. Dwa następne nawiązują do tradycyjnego świętowania. Jest tu więc, oczywiście, święty Mikołaj, a także żłóbek, do którego przybywają maluchy, by adorować Jezusa. Jeśli chodzi o inne z tego cyklu, to — naturalnie — nie mogło zabraknąć wiersza poświęconego Aniołowi Stróżowi (tytułowy «Okruszek»). Jest ponadto króciutki wiersz o dwunastoletnim Jezusie w świątyni. Zamykają ten cykl dwa kolejne: «Wzrastać w Panu» i «Psalm 8». Oba nawiązują do tematów biblijnych...
— Wprawdzie nie jesteś już maluchem, bawiącym się w piaskownicy, ale mogę Cię o to zapytać jako autora. Który z tych wierszy jest Tobie osobiście najbliższy?
— Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. Jeśli chodzi o te religijne, to chyba «Psalm 8». Wiersz jest swobodnym przekładem tego przepięknego psalmu o wielkości i godności człowieka. Pisząc go, starałem się wczuwać w nastrój znanych przekładów Jana Kochanowskiego, stanowiących perły poezji polskiej. Jeśli zaś chodzi o te świeckie, to bardzo mi się podoba «Bal u Barbie». Ponadto «Superman i Batman». Swój urok ma ponadto wiersz «W zoo». Jest to rymowanka, nadająca się znakomicie do ćwiczenia wymowy. «Małpy rzekły, że się mądrzę, że za trudnych słów używam...» No i — oczywiście — wiersz o żółwiach. Ale do tego ostatniego już nawiązywaliśmy!
— Faktycznie. Dziękuję zatem za rozmowę!