RADOSNY ŚWIAT MIRECZKI
» Edward Guziakiewicz, RADOSNY ŚWIAT MIRECZKI
Na tę książeczkę składa się dwanaście tekstów, po jednym na każdy miesiąc roku. Bohaterem wszystkich opowiadań jest kilkuletnia dziewczynka, sympatyczna Mireczka, pojmująca świat z właściwą dziecku filozofią życia. Kilka z tych opowiadań zamieścił przed laty na swych łamach pallotyński «Mały Apostoł». Tu możesz zapoznać się z niektórymi z nich.
Ta książeczka jest adresowana do czytelników w wieku przedszkolnym i starszych.
Edward Guziakiewicz
UŚMIECH WIOSNY
marzecS
iedziała na rozłożonym na środku pokoju puszystym dywanie i zajmowała się swymi małymi przyjaciółkami, z przejęciem z nimi gawędząc. Wcieliła się w rolę zatroskanej mamusi, która musi dbać o swoje pociechy. W wyjętym z dna szafy wiklinowym koszyku mieścił się spory zapas strojów na różne okazje. Uszyte z delikatnych materiałów balowe suknie — barwne, z licznymi falbankami i koronkami — najbardziej jej się podobały. Do nich były zgrabne kapelusiki. Jedną z jej plastikowych lal trudno było uznać za dziewczynkę. Michałek zawsze nosił spodnie i Mira zastanawiała się teraz, które mu włożyć. Miała dla niego kilka par, długich i krótkich. Dobrze prezentował się w kwiecistych bermudach.
Edward Guziakiewicz
GORYLE NIE CZYSZCZĄ ZĘBÓW
majG
ęsta mgła wypełniała powietrze, nie chcąc ustąpić złotym promieniom wschodzącego słońca. Natychmiast wpadła Mirce w oczy, gdy tylko ta się przebudziła.
— O, mleko za oknem, prawdziwe mleko! — krzyknęła ze zdumieniem.
— To nie mleko, ani nie śnieg — wyprowadziła ją z błędu mama, która właśnie weszła do pokoju. Poprawiła poduszkę i pogłaskała córeczkę po głowie. — Jeśli z rana unosi się mgła, to zapowiada się pogodny dzień.
Dziewczynka przytuliła pluszowego goryla, którego wygrzebała spod kołdry w kolorowe ciapy.
Edward Guziakiewicz
W DRODZE DO NIEBA
listopadG
rube na dwa palce świece nie chciały się palić, migotały na wietrze, syczały i gasły. Tatko ustawiał je na marmurowej płycie grobowca i osłaniał od wiatru czerwonymi lampionami z krzyżykami, zmuszając do posłuszeństwa. Zniczom o grubych knotach nie przeszkadzały podmuchy wichru. Płonęły jasnym płomieniem.
Tego dnia było tłumnie na cmentarzu. Skończyło się nabożeństwo żałobne. Przy kamiennych grobowcach i ozdobionych krzyżami prostych grobach gromadzili się przybyli. Pochłonięta swoimi myślami mama stała ze złożonymi rękami. Jej wargi się poruszały. Szeptała modlitwę za zmarłych.