RADOSNY ŚWIAT MIRECZKI
» Edward Guziakiewicz, RADOSNY ŚWIAT MIRECZKI
Na tę książeczkę składa się dwanaście tekstów, po jednym na każdy miesiąc roku. Bohaterem wszystkich opowiadań jest kilkuletnia dziewczynka, sympatyczna Mireczka, pojmująca świat z właściwą dziecku filozofią życia. Kilka z tych opowiadań zamieścił przed laty na swych łamach pallotyński «Mały Apostoł». Tu możesz zapoznać się z niektórymi z nich.
Ta książeczka jest adresowana do czytelników w wieku przedszkolnym i starszych.
Edward Guziakiewicz
GORYLE NIE CZYSZCZĄ ZĘBÓW
majG
ęsta mgła wypełniała powietrze, nie chcąc ustąpić złotym promieniom wschodzącego słońca. Natychmiast wpadła Mirce w oczy, gdy tylko ta się przebudziła.
— O, mleko za oknem, prawdziwe mleko! — krzyknęła ze zdumieniem.
— To nie mleko, ani nie śnieg — wyprowadziła ją z błędu mama, która właśnie weszła do pokoju. Poprawiła poduszkę i pogłaskała córeczkę po głowie. — Jeśli z rana unosi się mgła, to zapowiada się pogodny dzień.
Dziewczynka przytuliła pluszowego goryla, którego wygrzebała spod kołdry w kolorowe ciapy.
— Wiesz, Tytusku? — rzekła. — Będzie ładny dzień i po śniadaniu wybierzemy się na miły spacer.
— Nie mam nic przeciwko temu — zgodziła się mama. — Ale najpierw musisz się umyć i wyczyścić ząbki.
Mira wydęła buzię w podkówkę, bo nie przepadała za poranną toaletą. Protestowała, podnosząc głos, gdy piekące mydło wpadało jej do oczu.
— Ale goryle nie czyszczą zębów — usiłowała oponować.
Mamusia się uśmiechnęła, biorąc od niej pluszową zabawkę.
— Goryle, misie i zajączki nie muszą ich szczotkować, gdyż są zwierzątkami — ciągnęła ten wątek. — Jednak dzieci powinny dbać o higienę. Maluchy często szczerzą zęby. Czy byłoby ładnie, gdyby pokazywały, że mają je nieumyte?
Dziewczynka zadumała się nad tym, co usłyszała, wyciągając spod kołdry pozostałe zabawki, które wieczorem ukołysała do snu. Budziła żyrafę, prosiaczka i kaczora.
— A wiewiórki w parku? — zapytała, szukając sprzymierzeńców.
Mama uchyliła okno, a potem wróciła do córki.
— Wiewiórki mają zdrowe ząbki. Inaczej nie mogłyby rozgryzać orzechów i nasionek. I pokpiwałyby sobie z ciebie, gdyby spostrzegły, że twoje nie są wyczyszczone — zaryzykowała.
Mira zgrabnie zeskoczyła z wersalki, zabierając z rąk mamy różowego goryla. Ten sięgał jej prawie po brodę.
— Wiewiórki śmiałyby się ze mnie?.. — nie chciało jej się wierzyć.
— Chyba nie chcesz źle wypaść przed rudymi kitkami, które tak bardzo lubisz — rzekła mama. — Jest maj, w parku się zieleni, a nasze małe przyjaciółki są rozhasane i rozbrykane. Szaleją aż do przesady. Ani chybi, zaprzątniesz ich uwagę...
Dziewczynka była przejęta. Uwielbiała te stworzonka.
— Czy zaniesiemy im orzeszki? — upewniała się, gotowa dla wiewiórek na wiele wyrzeczeń.
Mama czesała jej włosy.
— Oczywiście — potwierdziła. — Są na wpół oswojone. Usiądziemy na naszej ulubionej ławeczce pod klonami i cierpliwie na nie poczekamy. Na pewno nas nie przegapią...
Mireczka klasnęła z radością w dłonie.
— To idę już myć buzię i czyścić ząbki — szybciutko się zdecydowała.
Zależało jej na tym, żeby dobrze wypaść przed wesołymi mieszkankami parku, buszującymi między konarami rozłożystych drzew.
— Dzieci powinny regularnie myć ząbki — codziennie, rano, w południe i wieczorem — objaśniła mama, podając córce w łazience szczoteczkę z pastą o smaku pomarańczowym. — Trzeba je szanować i dziękować za nie Panu Bogu. Gdyż oczka, ząbki, buzia, rączki i nóżki oraz ładny uśmiech — to dary Boże!
Mira wydawała się to rozumieć.
— Czy Anioł Stróż też by się śmiał — rzekła, wyjmując szczoteczkę z buzi — gdybym miała nieumyte ząbki?
Mama tajemniczo się uśmiechnęła. Była rada z tego, że jej mała córeczka poruszyła ten ważki temat.
— Myślę, że tak, chociaż na pewno nie wiem — westchnęła. — Sama zapytasz go o to, kiedy klękniesz do rannego pacierza.
Szczoteczka poszła znowu w ruch.
— Zapytam go, zapytam! — zawołała dziewczynka. — Ale najpierw muszę mieć ząbki jak perełki…